1

2

3

4

5

 

Olimpijskie nadzieje

Na niedawno ogłoszonej tak zwanej krótkiej liście kandydatów do mających odbyć się za dziesięć lat igrzysk olimpijskich, znalazło się pięć miast europejskich. Tradycyjnie nie mogło zabraknąć na niej Londynu, stolicy Rosji, Niemiec czy włoskiego Mediolanu i chorwackiej Puli. Uszczypliwość ta spowodowana jest faktem, że miasta te w komplecie występują już po raz drugi na liście faworytów. Wydawałoby się, że takie notoryczne zgłaszanie się jako kandydata na organizację tak wielkiej imprezy, to przeze wszystkim ogromne wydatki, które mogą się nigdy nie zwrócić. Prawda jest jednak nieco inna. Na przykładzie chorwackiego miasta, można powiedzieć, że ono już na igrzyskach zarabia. Miejscowość ta zdobyła sobie poprzez liczne publikacje, opisujące kandydatów, tak dużą liczbę fanów i zwolenników, że ilość przybywających tu turystów wzrosłą pięciokrotnie. Dodatkowo, rząd chorwacki widząc, że region ten przyciąga coraz większą liczbę gości, przeznaczył na inwestycje drogowe w mieście prawie miliard euro. Do Londynu również przybywają coraz liczniej turyści z całego świata. Danych oficjalnych z pozostałych miast na razie jeszcze nie ma, jednakże należy podejrzewać, że sytuacja wygląda tam podobnie. Jak widać zgłoszenie kandydatury należy coraz częściej traktować jako sprytnie obmyślaną reklamę, a nie rzeczywisty zamiar organizacji sportowego święta. Masowe przyjazdy podróżujących są na pewno dobrą wiadomością dla mieszkańców tych miejsc, bowiem oznacza to dla nich spory zysk i polepszenie dotychczasowego poziomu ich życia.

Okrężnym szlakiem

Czy można sobie wyobrazić trasę z Polski do Niemiec, ale nie najkrótszą drogą, tylko przez na przykład Ukrainę? Czemu nie, chociaż pod względem ekonomii byłaby to czysta strata pieniędzy i czasu. Ale jeżeli podróż miałaby odbywać się starym, ale za to luksusowym pociągiem a na pokładzie usługiwaliby kelnerzy serwujący najbardziej wyśmienite dania i trunki, to oferta taka wydaje się być bardziej atrakcyjna. Z takim właśnie pomysłem wystartowała grupa biznesmenów niemieckich, którzy chcą reaktywować legendarne połączenie kolejowe na Bliski Wschód. Z racji niepewnej sytuacji w tamtym rejonie świata, na razie połączenie będzie biegło w poprzek Europy. Różnica będzie jednak taka, że z jednego punktu do drugiego nie będziemy się przemieszczać w linii prostej, tylko odwiedzając najważniejsze z punktu widzenia turystyki miejsca. Czasami pociąg będzie się wracał lub zbaczał z trasy a czasami czekał nawet dwa dni na odbywających właśnie dłuższą wędrówkę podróżnych. Kolej taka byłaby dedykowana bardziej zamożnej części społeczeństwa, ponieważ wstępnie szacuje się, że ceny biletu na dwutygodniową podróż mają sięgać kilkunastu tysięcy euro. Z drugiej strony na całym świecie nie brakuje pasjonatów starej kolei, którzy skłonni byliby zapłacić każdą cenę za przyjemność przejażdżki takim wehikułem czasu. Według wstępnych założeń, pociągi mają zacząć jeździć za pół roku i całe przedsięwzięcie ma wyznaczony dwuletni okres, żeby zacząć na siebie w pełni zarabiać. Czas pokaże, czy jest to w ogóle możliwe i czy taki sposób podróżowania znajdzie uznanie w oczach turystów.

Nowe atrakcje

Rumuński południowy zachód to do niedawna najbardziej chyba zaniedbany region w tym kraju. Dotychczas jeżeli już się o tym miejscu mówiło, to tylko i wyłącznie w kontekście albo ledwie dających sobie radę kopalni węgla kamiennego, albo skażonego w wyniku ich działalności środowiska naturalnego. Było to miejsce, gdzie o jakiejkolwiek turystyce, można było pomarzyć, nawet tej najbardziej ekstremalnej. Po wejściu Rumunii do Wspólnoty, zaczęło się to zmieniać. Po dokładnej analizie stanu faktycznego, unijni naukowcy i specjaliści opracowali specjalny program, mające zrewitalizować tamtejszą naturę i poprawić poziom życia mieszkańców. Główną ideą programu było usunięcie składowisk pokopalnianych na nieczynnych już placach kopalnianych i przemienieniu ich w miejsca wypoczynku i rekreacji. Rzeczywiście, coraz częściej widać tak sztuczne parki, jeziora czy hałdy zamieniane na stoki narciarskie czy punkty widokowe. Węgrzy, których kraj w większości jest płaski jak kuchenny blat, coraz częściej przyjeżdżają tu, żeby niewielkim kosztem pojeździć na nartach czy uprawiać sporty ekstremalne. Z roku na rok przyjeżdża tu coraz więcej turystów. Ich podróż z miejsca zamieszkania jest szybka i niedroga, za pomocą dróg szybkiego ruchu albo sieci lotnisk, do których latają tani przewoźnicy. Ten interesujący kraj zyskał w ten sposób nową atrakcję, której sława rozpościera się coraz dalej, przyczyniając się walnie do wzrostu zainteresowania Rumunią na rynku turystycznym całego świata. Unia uważa projekt za kluczowy do rozwiązywania podobnych problemów w pozostałych krajach Wspólnoty.

Ujednolicone ulgi

Zwiedzając rzymskie Koloseum, uczeń do szesnastego roku życia, może liczyć na ulgę w wysokości połowy ceny biletu. Paryskie muzea nie są już tak szczodre i na taki upust można się załapać do skończenia szkoły podstawowej. Polskie wejściówki do największych muzeów czy parków narodowych stosują własne, niestety bardzo różnorodne zasady i wewnętrzne przepisy. Wszystko to powoduje niepotrzebne zamieszanie i trudność w oszacowaniu kosztów wakacji czy zwiedzania. Dążący do coraz większego ujednolicenia rynek Wspólnoty, zajął się w końcu i tą sprawą. Jak słusznie zauważyli euro parlamentarzyści, taki chaos może mieć negatywny wpływ na rozwój i kondycję całej branży turystycznej. Dlatego powstał projekt, który przyznaje do ukończenia pełnoletniości każdemu zwiedzającemu zniżkę w wysokości połowy ceny biletu wstępu. Zmniejszone wpływy z kupna biletów mają być zrekompensowane wzrostem liczny odwiedzających dane miejsce, więc w wyniku nowego projektu nikt nie ma być stratny. Oczywiście nie każdy z taką opinią się zgadza i przeciwnicy argumentują, że takie ujednolicenie zasad nie jest możliwe, bowiem nie każdy zabytek czy interesujące miejsce pod względem turystycznym można potraktować tak samo. Te mniej ważne mogą sobie pozwolić na niższe ceny, bowiem koszt ich funkcjonowania jest również niższy. Inaczej sprawa ma się z wielkimi muzeami czy zabytkami klasy zero, gdzie na utrzymanie ich w należytym stanie, trzeba przeznaczać astronomiczne pieniądze. Obawę budzi również zgodność tych uregulowań z wewnętrznymi przepisami w każdym kraju Wspólnoty.

Aplikacje w podróży

Każdy dziś ma przy sobie telefon komórkowy a coraz częściej smartfona. Szczególnie ten ostatni jest idealnym urządzeniem do codziennego życia, pomocnikiem w podstawowych problemach jakie napotykamy każdego dnia jak i często niezbędnym narzędziem pracy. W Internecie pojawiło się już setki tysięcy aplikacji, które czynią z tych urządzeń jeszcze bardziej przydatne narzędzia, w tym również dla podróżujących. Powoli do lamusa odchodzi obraz turysty, pogrążonego w ogromnej mapie i próbującego znaleźć na niej jakiś punkt. Od tego mamy w telefonie nawigację satelitarną. Pokaże ona zarówno miejsce, gdzie aktualnie się znajdujemy, jak i znajdzie interesujący nas cel podróży. Kolejną pomocą w telefonie jest dostęp do słowników. Odpowiednie aplikacje posługują się wszystkimi dostępnymi językami i przetłumaczą tekst w mgnieniu oka. Ważne jest również to, że są one coraz częściej darmowe i mogą działać bez dostępu do internetu. Pozwala to na uniknięcie wysokich rachunków za korzystanie z zagranicznej sieci komórkowej. Na dzień dzisiejszy wszystkie większe miasta europejskie mają opracowane i opublikowane specjalne programy na smart fonu, ułatwiające turystom poruszanie się komunikacją miejską, znalezienie interesujących i ważniejszych miejsc w okolicy, czy wreszcie zarezerwowanie noclegów czy biletów na pociąg lub samolot. Szacuje się, że na dzień dzisiejszy z takich nowinek technologicznych korzysta już co trzeci podróżujący i odsetek ten z miesiąca na miesiąc wzrasta. Dzięki temu nawet najbardziej egzotyczne wyjazdy stają się o wiele łatwiejsze.

Emeryt w podróży

W polskim społeczeństwie przyjęło się ogólnie, że jeżeli człowiek jest na emeryturze, to jego życie od tego czasu będzie polegać na czytaniu gazet i ewentualnie pomocy swoim dzieciom w bawieniu wnuków. Rzadko kto wyobraża sobie okres emerytury jako rozdział aktywnego i bogatego w nowe doświadczenia życia. Tymczasem wcale tak nie musi być. Dobrym przykładem są nasi zachodni sąsiedzi. Średnio każdy statystyczny Niemiec po przekroczeniu pięćdziesiątego roku życia, raz na dwa lata odbywa podróż w celach rekreacyjnych lub turystycznych na odległość przekraczającą sto kilometrów od swojego miejsca zamieszkania. Niemieccy turyści w podeszłym wieku są dobrze znani w całej Europie, jako ludzie lubiący się dobrze zabawić, co nierzadko przeradza się w hałaśliwe zachowanie w miejscach publicznych. Prawda jest taka, że niemiecka opieka socjalna potrafi zapewnić tamtejszym emerytom i rencistom odpowiedni poziom świadczeń socjalnych, z których każdy może wygospodarować odpowiednią sumę na tego typu rozrywki. Polscy seniorzy mogą tylko pomarzyć o takich dochodach, więc nie można się dziwić, że trudno ich zobaczyć na letnim wypoczynku na Wyspach Kanaryjskich czy na Maderze. Jednakże nawet z polskimi możliwościami, nasi dziadkowie i babcie korzystają z życia. Coraz popularniejsze są wyjazdy seniorów na Słowację, do Pragi czy pozostałych krajów ościennych. Powstają w tym celu specjalnie dla nich zorganizowane turnusy czy krótkie wyjazdy, na których program wycieczki jest dostosowany do wieku i kondycji fizycznej podróżnych.

Dofinansowanie unijne

Unia Europejska dofinansowuje coraz większą liczbę projektów, służących rozwojowi rynku turystycznego na całym kontynencie. Ostatnie posiedzenie parlamentu europejskiego przyniosło uchwalenie specjalnego funduszu w wysokości miliarda euro, które posłużą do zwiększenia atrakcyjności pod względem turystyki tych miejsc, które mają potencjał w tym zakresie. Chodzi głownie o nowo przyjęte kraje, czyli Rumunię, Bułgarię i Chorwację, gdzie poziom infrastruktury jest niezadowalający. Przykładowo Chorwacja ma dostać z tego tytułu ponad trzysta milionów euro, co pozwoli na zrealizowanie piętnastu projektów. Dzięki nim wyremontuje się wszystkie muzea i parki krajobrazowe w tym kraju, co powinno przynieść zauważalny wzrost zainteresowania tym krajem przez przyjezdnych. Rumunia natomiast ma dzięki tym pieniądzom poprawić dbałość o środowisko naturalne w dwóch górskich regionach, gdzie mają być powołane do życia nowe parki narodowe. Bułgaria chce natomiast wybudować od nowa kurort narciarski, położony niedaleko stolicy. Unijni urzędnicy są przekonani, że zainwestowany w ten sposób miliard euro zwróci się w przeciągu trzech lat z nawiązką a dodatkowym efektem, oprócz ożywienia turystyki, będzie wzrost liczby miejsc pracy. Niestety, jako warunek konieczny do skorzystania z tych pieniędzy, jest opracowanie bardzo szczegółowego i dokładnego planu, w którym zawarte będą wszystkie szczegóły wydawania unijnych pieniędzy. Opracowanie takiego dokumentu jest niezwykle praco i czasochłonne a nieprawidłowości chociażby w najmniejszym szczególe mogą spowodować odrzucenie wniosku w całości.

Wojna na zabytki

Zabytki są największym magnesem, dzięki któremu dane miejsce, kraj czy region przyciąga do siebie tłumy turystów. Na drugim miejscu jest przyroda, czyli najczęściej góry, morze czy ciekawe formacje geologiczne. Jak powszechnie wiadomo, zabytki mają do siebie to, że są stare lub bardzo stare, a to wiąże się z niemałymi wydatkami na ich utrzymanie. Samorządy najczęściej takich kwot pieniędzy nie mają i muszą szukać wsparcia w innych źródeł, chociażby z biletów wstępu. Państwo z jednej strony jest zobligowane do wspierania w opiece nad zabytkami, z drugiej strony budżet każdego kraju ma swoje ograniczenia. Do czego taka sytuacja może doprowadzić, pokazał niedawno przykład z Włoch, gdzie dwie, leżące obok siebie gminy zaczęły prowadzić ze sobą wojnę na zabytki. Brak dofinansowania na utrzymanie w należytym stanie licznych w jednej i drugiej gminie kilkusetletnich kościołów, rozpoczęło walkę o przyciągnięcie jak największej liczby turystów. Podstawiano pod stacje kolejowe specjalne autobusy, mające za darmo wozić gości pod hotele i pensjonaty. Walka zaogniła się do tego stopnia, że konkurencji przecinano opony. Walka przeniosła się również na bilbordy, na których oczerniano drugą stronę lub podawano nieprawidłowe informacje, mające wykazać niekwestionowaną przewagę pod względem atrakcji turystycznych. Zdezorientowani turyści odwrócili się od tego regionu w ogóle, co zaowocowało dokładnie odwrotnym skutkiem od zamierzonego, czyli gwałtownym spadkiem liczby przyjezdnych. Miejskie władze nie widzą w tym jednak własnej winy i walka trwa dalej.

Więcej atrakcji

W ostatnim miesiącu w turystycznej branży trwałą dyskusja o atrakcyjności Europy w porównaniu z innymi kontynentami. Wskaźnikiem miała być nie tylko liczba odwiedzających dany region osób, ale także liczna zabytków czy atrakcyjnych turystycznie miejsc oraz jakość świadczonych w tym zakresie usług. Na specjalnej konferencji, na którą zaproszono szefów największych biur podróży oraz specjalistów z dziedziny turystyki, biznesu jak i szefów organizacji rządowych, omówiono dokładnie to zagadnienie. Aby dokładnie wskazać zwycięzcę w tym rankingu, należy wziąć pod uwagę różnicę w wielkości dla przykładu Azji i Europy. W tym przypadku liczba zabytków azjatyckich jest pięciokrotnie wyższa. Podobnie jest w przypadku podliczenia ilości turystów, jacy odwiedzili dany kontynent w przeciągu roku. W tym zestawieniu Europa znów przegrywa, chociaż już nie tak bardzo. Ale w kategorii jakości świadczonych usług, nasz kontynent nie miał sobie równych. Europejczycy pobili na głowę nie tylko Azjatów, ale również i mieszkańców obydwu Ameryk. Może się to wydawać pewnym zaskoczeniem, bowiem do niedawna to Azjaci, a zwłaszcza Japończycy stawiali bardzo wysoko poprzeczkę pod względem jakości. Tym razem jednak odrobiliśmy staranie lekcje i wysunęliśmy się na prowadzenie. Podsumowując konferencję, przedstawiciel japońskiej izby turystyki zapowiedział, że drugie miejsce w tym roku stanowi dla tego kraju nie lada wyzwanie, żeby w następnym zestawieniu powrócić na miejsce lidera. Znając pracowitość mieszkańców Kwitnącej Wiśni, jest to jak najbardziej możliwe.

Obowiązkowe zwiedzanie

Niedawna debata narodowa na temat rozwoju patriotyzmu w Kosowie, przyniosła niecodzienne rozwiązania, jakie przyjął tamtejszy rząd w porozumieniu ze specjalistami z krajów unijnych. Otóż wszystko zaczęło się od badań naukowych, które wykazały, że kosowskie dzieci i młodzież mają najniższy w Europie stopień zrozumienia historii Europy. Wydawałoby się, że nie jest to najważniejszy problem w tym kraju, jednak tamtejsze władze bardzo się przejęły takimi wynikami badań. Po wielu debatach i naradach, postanowiono, że od przyszłego roku każde kosowskie dziecko musi odbyć przynajmniej jedną rocznie wycieczkę do innego kraju. Takie wyjazdy mają być organizowane przez dyrekcję szkoły, która ma opracować niezbędny program zwiedzania i przyswojenia wiedzy. Po powrocie każdy uczeń będzie musiał pozytywnie przejść test na temat obejrzanych miejsc i zabytków oraz napisać specjalny referat. Według pomysłodawców ma to podnieść poziom wiedzy o najbliższym otoczeniu Kosowa wśród tamtejszej młodzieży i dzieci, oraz pozwolić na lepsze zrozumienie tego co się dzieje na całym świecie. Unijni komisarze bardzo chętnie zadeklarowali pomoc finansową, wychodząc z założenia, że taki eksperyment, jeżeli się powiedzie, będzie można zastosować w innych krajach. Specjaliści od spraw wychowania uważają, że sam pomysł jest jak najbardziej godny polecenia. Obawiają się jednak o sposób jego realizacji, a w szczególności o zasady finansowania takich wycieczek. Niepokojącym byłby fakt, że po zakończeniu finansowania takiego programu przez Wspólnotę, koszt wycieczki zostałby przerzucony w całości na rodziców.